NASZ PATRON

                            DYWIZJON  303

303  DYWIZJON  MYŚLIWSKI   IM.  TADEUSZA  KOŚCIUSZKI

jednostka lotnicza Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii


"TAK  NIELICZNI,  A  TAK  WIELCY"


303 Dywizjon myśliwski im. Tadeusza Kościuszki zwany także "Warszawskim"

powstał 2 sierpnia 1940 roku. 

O dokonaniach pilotów z 303 krążyły i nadal krążą legendy.

Odznaczali się brawurą, odwagą i niesłychanym zmysłem bojowym.

Ekipa dywizjonu składała się głównie  z pilotów polskich. 

      

Piloci Dywizjonu 303 w 1940r.

od lewej: popr. Mirosław Ferić, F/Lt John Kent (Kanadyjczyk), por. Bohdan Grzeszczak, ppor. Jerzy Radomski, por. Jan Zumbach, ppor. Witold Łokuciewski, por. Zdzisław Henneberg, sierż. Jan Rogowski i Eugeniusz Szposznikow

 

Dywizjon 303 zaliczany jest do najlepszych jednostek myśliwskich II wojny światowej.         W czasie Bitwy o Anglię w 1940 roku przypisywano mu 126 zestrzeleń zaliczonych oficjalnie, co stawiało go na pierwszym miejscu wśród dywizjonów myśliwskich biorących udział w bitwie. Jednocześnie warto podkreślić, iż Dywizjon 303 oraz inne polskie jednostki zostały wyróżnione przez legendarnego pilota brytyjskiego, Douglasa Badera, który twierdził, iż "Polskie Skrzydła" są najskuteczniejsze. 


Imię Dywizjonu 303 przyjęły: 

Szkoła Podstawowa w Śleszowicach, 

Gminazjum w Stepnicy,  Hufiec harcerski Łask,

osiedle mieszkaniowe w Krakowie oraz liczne ulice.


ŚWIĘTO  PATRONA  OBCHODZIMY  1  WRZEŚNIA


Dzieje Dywizjonu 303 w czasie Bitwy o Anglię opisał  Arkady Fiedler.


Książka ta jest obowiązkową lekturą uczniów naszej szkoły.

Poniższe informacje o Dywizjonie 303 opracowano na jej podstawie.


Pierwsze zwycięstwo Dywizjonu 303 miało miejsce 30 sierpnia 1940 roku, jeszcze przed oficjalnym uzyskaniem gotowości bojowej. Podczas lotu treningowego Ludwik Paszkiewicz odłączył się i zestrzelił myśliwiec messerschmitt Bf 110.

Chrzest Bojowy
31 sierpnia był ostatnim dniem szkolenia. Dywizjon o godzinie 16:00 patrolował okolice.  Pogoda była wyśmienita, świeciło słońce, niebo było czyste. Dywizjonem dowodził major Kellet.  O godzinie 16:12 dowództwo podało:
- Dywizjon 303, eskadra A  kurs 90 stopni.
Sześć maszyn oderwało się od szyku i skierowało na wyznaczony kurs. Piloci po paru minutach lotu dostrzegli w oddali zgrupowanie niemieckich bombowców wraz z eskortą. Rozdzielili się na 2 klucze, major Kellet wraz z sierżantami Eugeniuszem Szaposznikowem i Stefanem Karubinem zajęli dogodną pozycję i nacierali od strony słońca. Reszta eskadry miała ubezpieczać klucz dowódcy. Nagle pojawiły się 3 niemieckie mesershmitty 109. Wykonywały zwrot i nie zauważyły polskiego dywizjonu. Major Kellet i jego ludzie byli na doskonałej pozycji. Dynamicznym nurkowaniem wszyscy trzej "siedli" na ogonach nieprzyjaciela. Pierwszy ogień otworzył Kellet strącając wrogi samolot. Dwa boczne zanurkowały. W pogoń za nimi polecieli Polacy. Szaposznikow otworzył ogień przed kadłubem wroga, zmuszając go do przelotu przez pociski. Kolejny samolot wroga zestrzelony! W tym czasie Karubin ciągle nurkował za mesershmittem, nie strzelał, czekał. Gdy osiągnął dogodną odległość, trafił w silnik i grzbiet maszyny. Wtedy zza pleców Polaków wyrosły dwa nowe mesershmitty, jednak w pobliżu była reszta eskadry. Wróg mimo niebezpieczeństwa kontynuował pościg. Niemcy zbliżyli się i otworzyli ogień. Jednak za nimi pędzili piloci Ferić i Wuensche. Obaj prawie jednocześnie strzelili i trafili wroga. Wspaniałe zwycięstwo!  Samoloty wracały jeden po drugim, wykonując przeróżne akrobacje. Był to znak dla mechaników i obsługi informujący o zwycięstwie. Tak oto Dywizjon 303 w swoim locie treningowym strącił 6 wrogich maszyn. Były to pierwsze strącenia eskadry w czasie Bitwy o Anglię.

2 września 1940 roku
W okolicach Dover rozstawione były balony zaporowe. Alianci nazywali je "barankami". Ich zadaniem było uniemożliwienie wrogim bombowcom zejścia na pułap bojowy. Dywizjony niemieckich mesershmittów  oraz pojedyncze klucze szykowały się do nurkowania i zniszczenia owych "baranków". Drogę przecięli im piloci z Dywizjonu 303. Wywiązała się walka kołowa. Polacy utrzymywali przewagę. Bitwa przeniosła się nad kanał. Dywizjon już spełnił swoje zadanie -  przepędził wroga znad Dover. Jednak Niemcy zawrócili. Piloci przystąpili do pościgu. Jednym z nich był porucznik Ferić. Upatrzył sobie nieprzyjaciela i zbliżał się, by zadać mu cios. Nagle Niemiec popełnił błąd.  Mając przewagę szybkości i dystansu, wykonał beczkę wytrącając przy tym prędkość i zbliżył się na kilkaset metrów do Polaka. Ten wykorzystał sytuację i trafił wroga. Polak, chcąc szybko zakończyć starcie, poleciał za nim. I stała się rzecz straszna. Jakiś płyn trysnął na kokpit pilota zasłaniając mu widok. Nie chciał ryzykować katastrofy, szybko poderwał maszynę i zawrócił. Pękły przewody z oliwą. Otworzył kabinę i przetarł płyn z kokpitu. Maszyna miała kłopoty. Silnik zaczął się dusić. Ferić odciął dopływ benzyny i wyłączył silnik. Zdany na łaskę własnych skrzydeł był zupełnie bezbronny. Z dymiącym samolotem, bez możliwości manewrowania stawał się łatwym celem dla każdego powracającego niemieckiego samolotu. Nie minęło wiele czasu, gdy  z boku dostrzegł sylwetkę samolotu. Był to porucznik Łokuciewski. Ręką dał mu do zrozumienia, że będzie go eskortował. Po chwili dołączył do nich porucznik Ludwik Paszkiewicz, który widząc dziwne zgrupowanie zaprzestał pościgu i poleciał na pomoc. Obaj wiedzieli, że w przypadku ataku wroga mogą nie dać rady, ale byli gotowi poświęcić życie dla kolegi. Pozostali przy nim. Po chwili zauważyli w oddali 2 mesershmitty 109. Byli wyżej, w znacznie lepszej sytuacji do ataku. Niemcy ich dostrzegli.  Lecieli w kierunku Ferića. Łokuciewski i Paszkiewicz wzbili się w górę i zaczęli zataczać kręgi nad samolotem Ferića. Niemcy od strony słońca zajęli pozycje do ataku. Polscy piloci nie spuszczali przeciwnika z oczu. Niemcy pojęli taktykę Polaków.  Zwątpili i odlecieli. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Przez radio Ferić powiedział:
-Dziękuję wam !

5 września 1940 roku
Bitwa wrzała. Niemcy przyjęli, że jeżeli brytyjskie lotnictwo nadal atakuje ich samoloty, należy uderzyć tam gdzie najbardziej zaboli. Sądzili, że jeżeli uderzą w lotniska, zdobędą panowanie w powietrzu. Jednak wciąż 20 dywizjonów walecznie odpierało ataki prawie 2 tysięcy samolotów niemieckich. W owym dniu 5 września Dywizjon 303 odniósł chwalebne zwycięstwo. Na ogólną liczbę 39 zestrzelonych w tym dniu samolotów, strącili 8, tracąc tylko jeden (pilot przeżył). Częste zwycięstwa i niesamowite historie o polskich pilotach wzbudziły w tych dniach wątpliwość dowódcy lotniska w Notholt kapitana pułkownika Stanleya Vincenta. Posądzał Polaków o machlojki, o przesadę w raportach o powietrznych zwycięstwach. Kapitan Vincent, chcąc osobiście przekonać się o stanie rzeczy, wzbił się równocześnie z dywizjonem i obserwował, co się dzieje. Miał szczęście, był naocznym świadkiem tego jak 9 maszyn z 303 (bo tylko tyle nadawało się do lotu) rozbiło grupę wroga. Do tego był świadkiem,  jak sierżant Kazimierz Wuensche uratował życie dowódcy majorowi Kelletowi.  Vincent po wylądowaniu na lotnisku krzyknął:
- Wielkie nieba! Oni są naprawdę tacy ! To wspaniali szaleńcy !

6 września 1940 roku
6 września miał być sądnym dniem dla brytyjskiego lotnictwa. Niemcy zmienili taktykę i oprócz eskorty dla bombowców, usiali całe niebo patrolującymi dwójkami złożonymi z mesershmittów.  Dywizjon wystartował o godzinie 8:45 w sile 9 maszyn. Niemcy mieli ogromną przewagę. Jednak dywizjon kierował się pod wskazane współrzędne. Po chwili Polacy dostrzegli zgrupowanie niemieckich bombowców. Fakt ten uznali za doskonałą sposobność do ataku. Natychmiast zdecydowano o natarciu. Jednak była to pułapka. Z góry jak szarańcza spadły wrogie samoloty. Mieli przytłaczającą przewagę w liczbie, w szybkości i w pozycji z jakiej atakowali. Na pierwszy ogień poszedł samolot drugiego dowódcy Dywizjonu majora Zdzisława Krasnodębskiego -  asa bitwy o Anglię, wspaniałego dowódcy i kolegi. Jego samolot został trafiony, a on sam doznał ciężkiego poparzenia i musiał  ratować się skokiem na spadochronie. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Jednak Polacy wytrwali. Rozproszyli się po niebie i ominęli całe strumienie wrogich pocisków. Manewrując samolotami sprawiali,  iż niemieckie pociski trafiały w próżnię. Wywiązały się pojedynki, Niemcy stracili swój element zaskoczenia. I teraz piloci z 303 przejęli inicjatywę. Porucznik Witold Urbanowicz, który niedawno przybył do dywizjonu, na widok wrogiego samolotu odruchowo skręcił. Stracił na chwilę przytomność.
Po ocknięciu jako pierwszy tego dnia zestrzelił wrogi samolot. Stefan Karubin, zniszczył kolejnego, a widząc pod sobą 3 bombowce ruszył do ataku. Został jednak ranny pociskiem. Raniony, z poważnie uszkodzoną maszyną nie mógł dalej walczyć,  wyskoczył z samolotu. Tymczasem zlatywały się posiłki wroga, w sumie w walce uczestniczyło już ponad 100 maszyn. Niemców było tak wielu, że zaczęli sobie przeszkadzać. Minęło niebezpieczeństwo. Wszyscy piloci  ocaleli. Sam dywizjon strącił 7 maszyn wroga. Jak później się okazało dywizjon 303 przyjął na swoje barki ciężar natarcia całego niemieckiego lotnictwa na ten dzień.

7 września 1940 roku
Tego dnia niemiecka flota powietrzna przedarła się do Londynu. Niemcy spuszczali kolejne bomby siejąc śmierć i zniszczenie. Dowództwo za późno zareagowało, samoloty posłano, gdy bomby już spadały. Niemcy byli przekonani, że wydarzenia dnia poprzedniego zniszczyły zdolność Anglii do obrony. 303 skierowano w stronę doków nad Tamizą. Piloci bez trudu zlokalizowali niemieckie samoloty. Obok szalała artyleria przeciwlotnicza i co jakiś czas wrogi samolot zostawał strącany. Bombowce szły nad miastem, eskorta była powyżej. Eskadra 303 leciała miedzy nimi. Polscy piloci sądzili, że kapitan Forbes, dowódca angielski skieruje wszystkie siły na bombowce przerywając ich nalot. Jednak kapitan z pozycji jaką zajmował źle widział rejon działań i pędził przed siebie. Dywizjon oddalił się już o jakieś 2 kilometry od miejsca bombardowania. Wtedy inicjatywę przejął porucznik Paszkiewicz - dowódca drugiego klucza myśliwców Dywizjonu 303. Doświadczony pilot dał sygnał machaniem skrzydeł, aby wszystkie samoloty za nim podążały. Wyrwali się zdecydowanie z szyku, dowódcy Henneberg i Urbanowicz podążyli za nimi. Kapitan Forbes w porę spostrzegł manewr i zawrócił. Dywizjon znalazł się na tyłach Niemców. Na szczęście Polaków inny dywizjon brytyjski związał w walce eskortę. Dzięki temu bombowce zostały bez osłony. 303 runął na nie z całym impetem. Bombowce kolejno spadały.  Cała wyprawa rozbita.  303 następnie walczyło z eskortą, by odciążyć brytyjskie dywizjony. W tej walce dywizjon 303 strącił 14 maszyn pewnych i 4 prawdopodobnie. Strat własnych poniósł: dwie maszyny i jednego rannego. Inne dywizjony RAF-u strąciły tego dnia 61 maszyn, same tracąc 20. Artyleria przeciwlotnicza strąciła 28 samolotów. Był to najlepszy wynik dotychczas.

11 września 1940 roku
Niemcy szykowali się do inwazji na Wielką Brytanię i czym prędzej potrzebowali zwycięstwa w przestworzach. O godzinie 16:00 nad Anglię nadleciały samoloty w dwóch falach. Pierwsza fala miała odciągnąć uwagę wroga, a druga w prostej linii miała zbombardować Londyn. Dywizjon 303 odniósł najliczniejsze zwycięstwo w historii RAF-u. W niecałe 15 minut w sile 12 maszyn strącił 17 wrogich.  Znowu polscy piloci pokazali dowody swojego męstwa, twardej zawziętości. Polski pilot szalał, budził podziw i zwyciężał. Walka polskiego lotnika przeszła w Anglii do legendy.


15 września 1940 roku
Moment Krytyczny

Cały wrzesień był pogodny i gorący. Po 6 tygodniach walki i 1650 strąconych maszynach wroga 20 dywizjonów wciąż odpierało ataki Niemców. Pycha i pewność siebie niemieckich sztabowców, pozwalała im myśleć, że już wygrali. Wojska niemieckie już prowadziły załadunek na statki i barki, gotowe do inwazji. Miały tylko czekać na sygnał.  Dowództwo pozwoliło Niemcom zapuścić się w głąb Anglii. Ci szli wysokim pułapem, zostawiając charakterystyczne ślady na niebie. Nie popełniono błędu z 7 września i tym razem bacznie obserwowano ruchy wroga. Sztab dzięki rozbudowanej sieci radiolokacji i podsłuchu, reagował natychmiast, przejmując inicjatywę w bitwie. Na wybrzeżu dywizjony spitfireów rzuciły się na zgrupowanie 40 bombowców z eskortą. Związały w walce myśliwce pozostawiając bombowce same. Niemcy nie spodziewani się tak silnego oporu. Gdy nadlatywali nad Londyn, odczuwało się już widmo niebezpieczeństwa, wyły syreny. I stała się rzecz, której Niemcy się nie spodziewali. Zostali zaatakowani przez nowe dywizjony, w tym przez 303, które stanowiły ostatnią trzecią linię obrony. Wszystkie siły wroga zostały zaatakowane i rozbite. Niemiecka kawalkada powietrzna ratowała się ucieczką. Od brzegów kanału, aż po Londyn trwała bitwa. Niemcy już nie zebrali się na wysłanie posiłków. Dywizjon 303 w tym dniu okrył się chwałą. Prowadzony przez kapitana Kenta dywizjon rozproszył się na 4 grupy dzielnie walcząc z myśliwcami wroga.  I chociaż ostatni wkroczyli na pole bitwy, zanotowali najlepszy wynik. Na 20 dywizjonów biorących udział w natarciu, strącili 1/6 wszystkich zestrzelonych samolotów niemieckich. Zanotowali 9 i pół strącenia, pół ponieważ na spółkę z innym dywizjonem. W sumie RAF zniszczył 60 wrogich maszyn. Straty były niewielkie, Polacy zanotowali tylko jednego rannego. Inicjatywa w całej bitwie o Anglie przeszłą na stronę Aliantów. Jednak dzień się jeszcze nie skończył.  Po dwóch godzinach od popołudniowej klęski, Niemcy zebrali wszystkie dostępne statki powietrzne i zaatakowali.  Dzień 15 września był kulminacyjny.

W całej Bitwie o Anglię w 1940 roku Dywizjon 303 zestrzelił 126 wrogich samolotów. Inni polscy piloci zaliczyli 77 strąceń. Wyniki te dawały pierwsze miejsce na liście najskuteczniejszych dywizjonów bitwy. Nie dziwi więc,  że Polacy byli na ustach całej Anglii i w sercach każdego z jej mieszkańców. Do siedziby dywizjonu w Northolt przybył sam król Jerzy VI.

Gazety pisały:

"... znakomici między innymi są Polacy. Ich męstwo jest ogromne ich sprawność graniczy z wyczynem nadludzkim. Polacy oddali wielkie usługi. Wciąż je oddają i oddawać będą, dopóki zwycięstwo, tryumfalne i zupełne, nie opromieni ich skrzydeł".



Po Bitwie o Anglię, Dywizjon 303 nadal walczył.

Często brał udział w walkach nad Francją, uczestniczył w D-Day  oraz  w całej alianckiej ofensywie.

Eskortował wyprawy bombowe nad Niemcy.

Jednostkę rozwiązano w 1946 roku.